Długo czekał na taki mecz Robert Lewandowski. Był krytykowany, bo nie strzelał goli, ale w końcu trafił – przy okazji spotkania Colorado Rapids – Chicago Fire (2:4). A do tego zanotował asystę przy ostatniej bramce Puso Dithejane.
Key Match Highlights & Tactical Analysis
Osiem meczów z rzędu bez strzelonego gola w Major League Soccer i trener Chicago Fire Gregg Berhalter powiedział: “dość”. Robert Lewandowski zaczął na ławce rezerwowych sobotnie spotkanie z Colorado Rapids. Brzmi sensacyjnie, natomiast wcale nie musiało to tak wyglądać. Lewandowski w ostatnim czasie grał sporo i szkoleniowiec po prostu mógł dać mu trochę odsapnąć, biorąc pod uwagę, że play-offy są już na horyzoncie.
W końcu jednak Lewandowski pojawił się na boisku. To było w 63. minucie. I jeżeli pozostawienie go na ławce miało podziałać na niego mobilizująco, to… opłaciło się. W 74. minucie – przy wyniku 2:2 – Polak ruszył do prostopadłego podania Philipa Zinckernagela, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki. To była egzekucja.
Source: SportoweFakty



